Gdy nieoczekiwanie znalazłem tę książkę w skrzynce na listy, zastanawiałem się, jak taka niespodziankowa przesyłka wpłynie na moje życie. Skoro te odkrycia, które są w niej zawarte, pomogły Albertowi Espinosie, to czy będą pomocne także dla mnie?
Autor tej niesamowitej książki wygrał walkę z rakiem. I to nie tylko pod kątem zdrowia fizycznego, ale przede wszystkim psychicznego. Ów złośliwy nowotwór jednak oprócz wyrządzonych szkód przyniósł także wiele korzyści – nauczył zupełnie inaczej spoglądać na świat, na nowo pojmować otaczającą Espinosę rzeczywistość. To doprowadziło do owych 23 małych odkryć, za którymi stoi zupełnie wielka sprawa.
Choć na myśl przyszło mi podczas lektury kilka innych książek – „Oskar i pani Róża” Erica-Emmanuela Schmitta, „Wtorki z Morriem” i „Pięć osób, które spotykamy w niebie” Mitcha Alboma, a także „Bóg nigdy nie mruga” Reginy Brett, to jednak ta opowieść jest… inna. Rzekłbym, że łączy w sobie cechy wszystkich wymienionych przeze mnie właśnie tytułów – za pomocą krótkich, życiowych historii, trafia do nas przekaz dotyczący umierania, ale i życia, choroby, ale i pokonywania trudności, wiary we własne możliwości i w innych, otaczających nas ludzi.
Nie bezpodstawnie Albert Espinosa zaznacza wielokrotnie, że „żółci są wśród nas” – sam w to wierzy, a wytaczane przez niego argumenty każą i nam zgodzić się z faktem, że w ogromnych społecznościach, w jakich przyszło nam żyć, znajdują się nie tylko przeciętni ludzie, ale i jednostki, które są w pewien sposób „wybitne”, „inne”, wyróżniające się… no właśnie, czym?
Tego nie zdradzę, ale zapewniam Was, że lektura otworzy Wasze oczy i wraz z Albertem Espinosą ujrzycie – zgodnie z tytułem – świat na żółto. I może zespół Dwa plus jeden śpiewając „Chodź, pomaluj mój świat, na żółto i na niebiesko” wiedział, że jest coś na rzeczy 😉
gorąco dziękuję Wydawnictwu Znak.
|
Autor książki: Albert Espinosa |