Po lekturze tak rewelacyjnych pozycji, jak książka Michała Szafrańskiego czy obie autorstwa Pata Flynna, wiązałem naprawdę wielkie nadzieje z „Finansowym kozakiem” Jen Sincero. Zwłaszcza, że w jednym z podcastów, które niedawno słuchałem w drodze do pracy, ktoś zachwalał ów tytuł. Cóż – widocznie jestem z innej gliny ulepiony…
A może to po prostu kwestia mentalności. Amerykańskiej, rzekłbym – „hollywoodzkiej” – mentalności. Kwestia, jak sugeruje Jen Sincero, wdrukowania sobie w głowę odpowiednich schematów dotyczących pieniędzy. Tego, że nie są złe. Że nie śmierdzą. Że zasługuje się na to, by mieć ich jak najwięcej, a dzięki temu będzie można też ich więcej dawać innym, czerpiąc z tego radość. I generalnie – zgadzam się z powyższym, jeśli będziemy dobrze nastawieni do pieniędzy i nie będzie w tym chciwości, będziemy też dostrzegać inne okazje, podejmować ryzyko aspirowania do lepiej płatnej pracy itp.

Co natomiast do mnie nie przemawia, to fakt, że książka ewidentnie kojarzy mi się z „Sekretem” Rhondy Byrne, magią przyciągania itp., w które to ja zupełnie nie wierzę. Nie wiem, dlaczego, ale stoi to w sprzeczności z moim światopoglądem i – być może błędnie, życie oceni – uważam to za totalną bzdurę. W ten właśnie sposób „Finansowy kozak” jawi mi się w niektórych rozdziałach właśnie jako ściema. Albo inaczej: działa na mnie tak samo, jak mowy coachów – wcale.
A szkoda, bo oczekiwałem porad, sugestii, bardziej rozbudowanych case study niż jedno-dwustronowe opowiastki o ludziach, którym się udało zwiększyć swoje dochody. Nie wiem, czy i Wy tak samo odbierzecie lekturę tej książki, dlatego radzę: sprawdźcie sami. Ale jakby co – ostrzegałem 😉
gorąco dziękujemy Wydawnictwu OnePress.
|
Autor książki: Jen Sincero Rok pierwszego polskiego wydania: 2018 |