Ledwie skończyłem czytać „Grę” (tudzież „[geim”]), czyli poprzedni tom tej trylogii, wiedziałem, że ciekaw jestem ciągu dalszego. I podobnie jak z tamtym egzemplarzem, ten też udało mi się upolować w poznańskiej księgarni Tak Czytam. Łowy były udane, a czy lektura też? Postanowiłem oczywiście sprawdzić 😉
Mija trochę czasu chwili, gdy Henrikowi Pettersenowi udaje się przeżyć, niszcząc Grę. Ma sporo pieniędzy, wędruje po świecie i zażywa rozkoszy. Będąc w Dubaju poznaje piękną kobietę, Annę Argos, którą postanawia poderwać. Kiedy jednak niespodziewanie kobieta ginie, to HP zostaje oskarżony o jej zabicie i deportowany do Szwecji. Próbując dociec, kto i dlaczego wrabia go w morderstwo (bo przecież jej nie zabił, prawda?), HP decyduje się na odważny, choć ryzykowny krok – chce przeniknąć do wewnątrz firmy ArgosEye, którą sterowała Anna, by odkryć manipulacje mogące mieć tam miejsce. Sądzi bowiem, że to komuś z bliskiego środowiska zależało na pozbyciu się kobiety.
Tymczasem Rebecca Normen w nieco ekstremalny sposób chroni swojego VIP-a podczas wizyty w Darfurze. Jako jedyna dostrzega napastnika w tłumie gapiów i podejmuje decyzję o szybkim odwrocie. Niestety, nie wszyscy podzielają jej zdanie, przez co zostaje zawieszona w swoich obowiązkach i toczy się przeciwko niej podstępowanie. Równocześnie w sieci ktoś zaczyna szkalować jej imię, wypisując steki oszczerstw. Kto umieszcza te bzdury w internecie? Czy Normen zdoła ocalić swoją twarz i udowodnić niewinność? Czy pomoże jej w tym Micke, partner z którym mieszka? A może nowo poznany mężczyzna z siłowni?
U Andersa de la Motte trudno przystopować podczas lektury. Akcja cały czas nabiera tempa – zwłaszcza, gdy „skaczemy” pomiędzy postaciami HP i Rebecki. Intryga, w którą zostaje wplątany Henrik, ma tak głębokie i pogmatwane korzenie, że aż przyjemnie jest powoli rozwijać tę plątaninę, próbując dociec, kto, jak, gdzie i dlaczego. Momentami dość łatwo wyczuć, kto jest czarnym charakterem, jednak – jak sugeruje cytat umieszczony na okładce: „Żeby mieć pewność, musisz wiedzieć wszystko”. A tak się składa, że ani my, ani HP, nigdy nie wiemy wszystkiego.
Są momenty, w których możemy się naprawdę zdziwić, ale i tak nie przebiją na głowę finiszu powieści. Pisałem już o tym na Instagramie, ale po prostu muszę się powtórzyć: „[buzz]” Andersa de la Motte to kolejna książka z takim zakończeniem, że chciałoby się zrobić autorowi krzywdę…
Zostawiam Was z tą myślą, tymczasem uciekam polować na ostatni tom tej trylogii, bo aż mnie nerwy ponoszą, tak mnie ciekawi rozwikłanie całej sprawy… 😉

|
Autor książki: Anders de la Motte |