Zdarza Wam się tak, że chcielibyście przeczytać jakąś książkę, nigdzie nie potraficie jej przez dłuższy czas znaleźć, aż tu nagle sama wpada w Wasze ręce? Jak się już zapewne domyślacie, ja tak miałem z „Grą” Andersa de la Motte – wszyscy zachwalali, trafiła na listę #mustread, w bibliotece jakoś mi się nie napatoczyła, za to ustrzeliłem ją przypadkiem w księgarni „Tak Czytam” w ramach proponowanej przez nich „randki w ciemno z książką”.
Henrik „HP” Petterson nieoczekiwanie pewnego dnia znajduje w pociągu telefon komórkowy. Postanawia go sobie przywłaszczyć, zwłaszcza że smartfon wygląda całkiem nieźle. Niespodziewanie biorąc telefon do ręki zostaje zaproszony do wzięcia udziału w tajemniczej, tytułowej grze – niczym w alternatywnej rzeczywistości. Początkowe zadanie wydaje się niesamowicie łatwe, ale nietrudno się domyślić, że im dalej, tym większe schody…
I w tym momencie na myśl przyszedł mi film „13 grzechów” (13 Sins) [2014], który zaczyna się niemal identycznie. Szczęśliwie, okazało się, że oba tytuły poza podobnym motywem przewodnim niewiele mają ze sobą wspólnego i mogłem ze spokojem kontynuować lekturę.
„Gra” to pierwszy w mojej czytelniczej (a nawet 3telniczej) karierze kontakt z twórczością Andersa de la Motte, wiem już jednak, że na pewno nie ostatni. Już ostrzę sobie zęby i zacieram łapki na samą myśl, że rozpoczynam polowanie na drugi i trzeci tom trylogii z Pettersonem. Dlaczego?
Fabuła naprawdę trzyma w napięciu, tytułowa gra nie tylko wciąga Pettersona, ale też czytelnika. Co więcej – gra nie jest jedynym motywem powieści, dzięki czemu książkę czyta się równie ciekawie z powodu głównej bohaterki: Rebecki Normén. Kim ona jest? co ma wspólnego z Pettersonem lub grą? Na te pytania pozwolę sobie nie udzielać odpowiedzi – muszę i ja Was czymś pokusić, żebyście sięgnęli po „Grę” Andersa de la Motte.
Dajcie się wciągnąć w tę szaleńczą rozgrywkę, ale nie zapominajcie – to tylko alternatywna rzeczywistość. Ta prawdziwa jest tu mimo wszystko 😉

|
Autor książki: Anders de la Motte |