Ta książka to idealny przykład na potwierdzenie tezy, że nie powinno się czytać czasami opisów na okładce. I to nie dlatego, że kłamią, nie dlatego, że sugerują „nowego Grishama”, „polskiego Kinga” i tym podobnych. Po prostu dlatego, że… mówią prawdę. A raczej: za dużo prawdy. A potem człowiek czyta, i wie, czego się spodziewać, przez co lektura nie jest aż tak porywająca 🙁
Postaram się zatem nie spoilerować i teraz, próbując opowiedzieć, o czym są „Wszechświaty” Leonarda Patrignani.
Dwójka nastolatków „cierpi” na pewne nietypowe zjawisko. Potrafią się ze sobą porozumiewać telepatycznie, choć towarzyszy temu nieraz ból. Nie mają pojęcia, dlaczego tak się dzieje, zwłaszcza, że nigdy nie mieli okazji się poznać osobiście ani nawet minąć na ulicy. On, Alex, mieszka w Mediolanie, natomiast ona – Jenny – w Melbourne w Australii. Kiedy jednak postanawiają się wreszcie spotkać, by odkryć, dlaczego są sobie w pewien sposób „pisani”, nie spodziewają się tego, co mogą odkryć…
Leonardo Patrignani w swojej książce trzyma czytelnika w napięciu przez długi czas. Nie jest to jednak sztywna opowieść o cierpieniach dwóch dusz, które żyją osobno – autor często przeplata główny wątek zabawnymi anegdotami, m.in. dotyczącymi najlepszego przyjaciela Alexa, który jest… uhm… specyficzny 😉
Książka zdecydowanie kierowana jest do młodzieży, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by nieco starsi czytelnicy (na przykład ćwierćwieczni, jak autor tejże recenzji) sięgnęli po nią i poczuli się nieco młodziej 🙂 A potem wyobrazili sobie, co by było, gdyby przydarzyły im się perypetie dwójki głównych bohaterów… 😉
|
Autor książki: Leonardo Patrignani |