Tak sobie uświadomiłem, rozpoczynając lekturę tej powieści, że Magdalena Knedler to chyba jedyna jak na razie autorka powieści obyczajowych, której książki czytam na bieżąco. Ba, to jedyne obyczajówki, jakie w ogóle czytam. Dlaczego? Mają w sobie „to coś” – czego i tym razem nie brakowało…
Ninę i Izę dzieli różnicą wieku – i to dziesięcioletnia różnica, nadal nieco odczuwalna w rozmowie. Łączy je fakt, że są rodzeństwem, ponadto obie brały jakiś czas temu udział w wypadku samochodowym, który całkowicie odmienił ich życie.
Nina bierze urlop i przyjeżdża do matki, z którą od czasu wypadku mieszka Iza. Dziewczyny w pewnym momencie zdobywają się na coraz większą szczerość względem siebie, nie mając pojęcia, dokąd je zaprowadzi wzajemne ogałacanie się z tajemnic…
Magdalena Knedler serwuje czytelnikom historię prostą i skomplikowaną zarazem. Taką, która mogła wydarzyć się naprawdę, którą jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, a jednak… tak gmatwa losy bohaterów, tak wykręca ich życie jak ścierkę z wodą, że trudno czytelnikowi jednoznacznie orzec, kto w tej powieści jest największą ofiarą i komu powinien najbardziej współczuć. Jak to w życiu – nie ma tu sytuacji win-win, bo wszyscy są pokrzywdzonymi w większym lub mniejszym stopniu.
„Tylko oddech” to mocna, ale i momentami zabawna, opowieść o prawdzie, która wyzwala, o tajemnicy, która próbuje sama wyjść na światło dzienne, o miłości, zdradzie… a wszystko to (no dobra, większość tego) w wiejskiej scenerii niedaleko Mazur, gdzie ludzie widują duchy, a w domu trzymają świę… a zresztą, sprawdźcie sami. Tylko oddech kontrolujcie, żeby się nie zapowietrzyć… 😉
Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
gorąco dziękujemy Wydawnictwu Novae Res.
⏬⏬⏬⏬⏬

|
Autor książki: Magdalena Knedler |
