Po w pewnym sensie zaskakującej dla mnie poprzedniej części, pełen ciekawości sięgnąłem po siódmy z kolei tom fundamentalnej skandynawskiej serii kryminalnej z komisarzem Martinem Beckiem w roli głównej. Także i tym razem ciekawość ta została zaspokojona bardzo obficie 😉
W jednym ze szpitali zostaje niespodziewanie zabity przebywający tam jako pacjent komisarz Nyman. Sprawa ta jednoczy i mobilizuje do działania wszystkich funkcjonariuszy sztokholmskiej policji – wszak ktoś ważył się pozbawić życia jednego z nich. Co więcej, nie ma pewności, czy Nyman jest pierwszą, jedyną i ostatnią ofiarą.
Wiadomo jedynie, że sprawca posłużył się bagnetem. Starym, wojskowym nożem, stanowiącym dla Martina Becka jedyny punkt zaczepienia. Czy możliwe, że Nyman po prostu komuś podpadł? A może jest przypadkową ofiarą nieznanego jeszcze opinii publicznej szaleńca? Komisarz Beck po raz kolejny musi stawić czoła sprawie, w której nic nie jest proste i klarowne…
Dość szybko na jaw zaczynają wychodzić różne mniej lub bardziej nieprzyjemne fakty dotyczące zabitego funkcjonariusza. Zaczynają pojawiać się też pierwsze tropy, a my wraz z nimi coraz mocniej wsiąkamy w opowieść. Nie wiem, jak Maj Sjöwall i Per Wahlöö pisali na współę, ale z każdym kolejnym tomem coraz bardziej ubolewam, że zbliżam się ku końcowi cyklu. Oj, będzie mi brakowało Becka, tak zupełnie innego od obecnie znanych nam bohaterów kryminałów, nawet tych skandynawskich…
„Twardziel z Säffle”, podobnie jak poprzednie tomy, trafił w mój czytelniczy gust. Ba, powiem więcej – coraz bardziej przekonuję się do tego, że chciałbym mieć w domowej biblioteczce własne egzemplarze całej serii. A to oznacza ni mniej, ni więcej, jak to, że cykl ten jest naprawdę dobry i koniecznie (!) powinniście się z nim zapoznać. Chociaż nie – jednak nie „powinniście”. Musicie.
|
Autor książki: Maj Sjöwall, Per Wahlöö |
