Trudno okrzyknąć mnie fanem skoków narciarskich, nie sposób też określić mnie w ogóle kibicem tej dyscypliny. Zwłaszcza, że ostatni raz zawody oglądałem w czasach świetności Adama Małysza. Są jednak zawodnicy, których pamiętam i bardzo cenię – wśród nich jest m.in. wesołkowaty Piotrek Żyła i… Thomas Morgenstern.
Popularny „Morgi” nie miał lekko – owszem, święcił liczne triumfy, ale i zaliczał bolesne upadki podczas skoków. Zwłaszcza ten ostatni, mający miejsce w Kulm. Gdybyście nie kojarzyli, ale mieli mocne nerwy – wyglądał on tak…
Morgenstern w swojej książce opowiada nie tylko o upadku w Kulm i wcześniejszych problematycznych skokach, ale skupia się na całej swojej karierze. Owszem, podczas lektury kibicujemy mu w stawianiu po raz kolejny „pierwszych kroków” i trzymamy kciuki za powrót formy prxed nadchodzącą olimpiadą, na którą planował jechać, ale też wracamy razem z nim myślami do lat młodzieńczych: pierwszych zawodów, wyczekiwanego powołania do kadry narodowej… Thomas nie boi się także opowiedzieć o życiu prywatnym, zwłaszcza o owianych skandalem medialnym relacjach z Kristiną i ich córeczką Lilly.
Po lekturze tej książki „Morgi” staje się w oczach czytelnika nieco inny niż według serwowanego przez media wizerunku. Jakby… dojrzalszy, silniejszy. A jego decyzja o zakończeniu kariery, po przeanalizowaniu jego argumentów, jest wręcz nie do podważenia. Książkę Morgensterna śmiało polecam nie tylko fanom tego austriackiego skoczka – to opowieść przede wszystkim o człowieku, który nauczył się w życiu wybierać, co jest najlepsze. I dla niego, i dla innych. I tego powinniśmy się od Thomasa po lekturze tej autobiografii nauczyć.
gorąco dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non.
|
Autor książki: Thomas Morgenstern |