Są różne powody, dla których wybieramy konkretne książki. Może to być kwestia ulubionego autora, może ktoś nam twórczość danej osoby polecał… Albo okładka przykuła naszą uwagę – no, ewentualnie tytuł, opis lub jakiś blurb. Ja tymczasem po „Spiralę zdrady” sięgnąłem z powodu… ceny. Właśnie tak, ładna piąteczka na metce wręcz uśmiechała się do mnie, szepcząc „bierz mnie, bierz mnie”. No to wziąłem…
Zacząłem lekturę i wpadłem w niezłe tarapaty. Właściwie, to wpadł w nie Jack Vermillon – były żołnierz, właściciel potężnego przedsiębiorstwa transportowego. Zdecydował się zagrać va banque – zorganizować klientowi nielegalny przewóz towaru i nakablować na niego, licząc w zamian na łagodniejszą karę dla odsiadującego wyrok syna. Niestety – ktoś wystawił Jacka pewnej rządowej agencji, która teraz bawi się jego kosztem. Jak w takiej sytuacji udowodnić swoją niewinność? Zwłaszcza, gdy prowadziło się kilka szemranych interesów w mafijnych kręgach?
Przede wszystkim kompletnie nie pasuje mi tytuł – „Spirala zdrady”. Taki nieco „z czapy”… Już stokroć lepiej byłoby zostawić oryginalny: „Black Water Transit”, nawiązujący do nazwy wspiminanego przedsiębiorsywa transportowego. Pomijając jednak tytuł i momenrami dziwną stylistycbue narrację – reszta jest jak najbardziej w porządku. I w pełni zgodzę się z opisem z jednego z listków okładki:
Rozegrany w zapierającym dech tempie policyjny dreszczowiec Carstena Strouda sugestywnie uzmysławia, jakie mogą być konsekwencje uwikłania się w brudne gry funkcjonariuszy wymiaru sprawiedliwości, oraz co może się stać, gdy facet z gruntu dobry podejmie rękawicę rzuconą przez naprawdę złych.

|
Autor książki: Carsten Stroud |
Taba