Dzieci, jak to one, mają w zwyczaju zadawanie mnóstwa pytań: a co to? a dlaczego? a jak to działa? Są jednak pytania, których być może same nie zadadzą, a na które odpowiedzi warto im podsunąć. Tak, pytanie o pochodzenie nazwiska jest jednym z nich 😉
Henryk Martenka w swojej książce wprowadza małych czytelników w świat małego Tomka, jego rodziców i mieszkającej po sąsiedzku Basi. Podczas wakacji na miesiąc do ich domu przyjeżdża dziadek, będący etnologiem. Staruszek postanawia zainteresować chłopca pochodzeniem słów – i udaje mu się to w stu procentach: chłopiec i jego koleżanka z wielką chęcią badają pochodzenie nazwisk znanych im osób.
Czytające książkę dzieci mogą równocześnie z bohaterami badać słowa, czerpiąc z tego sporo satysfakcji. Zabawa słowem okazuje się bowiem nie tylko rozwijającym zajęciem, ale też po prostu ogromną frajdą – co z perspektywy dziecka jest kluczowym argumentem.
Pochodzenie etymologiczne nazwiska to jednak tylko jedna strona medalu. Tytułowe pytanie „Skąd się wzięło moje nazwisko?” można przecież następnie zinterpretować w kontekście genealogicznym, by po chwili zainteresować dziecko tworzeniem drzewa i – bez czego się najpewniej nie obędzie – zamęczaniem dziadka, jak w przypadku książkowego Tomka. Tyle, że takie „męki” chyba się dziadkom podobają… 😉
gorąco dziękujemy Wydawnictwu Prószyński i S-ka.
|
Autor książki: Henryk Martenka |
