Po lekturze „Złodziejki książek” (którą bardzo mile wspominam, czekając na przyszłoroczną premierę ekranizacji), postanowiłem bliżej przyjrzeć się także innym dziełom Markusa Zusaka. Udało mi się odnaleźć „Posłańca”, wydanego w 2002 roku czyli 3 lata wcześniej niż „Złodziejka…”, po czym ochoczo zabrałem się do lektury.
Główny bohater – Ed Kennedy – to dwudziestoletni chłopak (no dobra, 19-latek ze sfałszowanymi dokumentami), zarabiający na życie jeżdżąc taksówką. Po godzinach najczęściej spotyka się z przyjaciółmi – Marvem, Audrey i Reggie’em – by pograć w karty. Pewnego dnia jest świadkiem napadu na bank, a dzień później nieoczekiwanie otrzymuje tajemniczą przesyłkę: kartę do gry z wypisani trzema adresami. Zaintrygowany postanawia udać się w te miejsca, nie wiedząc, co go czeka…
Ed zostaje wciągnięty w niebezpieczną, a zarazem „prospołeczną” intrygę – a my wraz z nim. Zusak – pisząc książkę z perspektywy głównego bohatera – w przyjemny sposób kreuje rzeczywistość, w której mamy wrażenie, że także i my kumplujemy się z Kennedym od lat i obecnie współuczestniczymy w jego „misji”. Będzie ryzykownie, odważnie, ale też motywująco i… po prostu pięknie.
Książkę czyta się z zapartym tchem, oczekując, co będzie dalej. Nietypowa intryga i niespodziewane zakończenie (którego nie zdradzę, ale przyznam, że mnie zaskoczyło kompletnie) sprawiały, że trudno mi ocenić, czy „Posłaniec” jest lepszy czy gorszy od „Złodziejki książek„. Jest inny. Wyjątkowy. I zdecydowanie warty przeczytania…
|
Autor książki: Markus Zusak |
