O książkowej wersji „Osadników z Catanu” dowiedziałem się zupełnie przypadkiem, buszując po Internecie w poszukiwaniu dodatków do podstawowej wersji gry planszowej. Zaraz, zaraz – pomyślałem – jakim cudem ktoś mógł napisać książkę na bazie gry? Ano właśnie – to był moment, w którym porzuciłem szukanie gry na rzecz drążenia wątku powieści.
Klaus Teuber, twórca nieśmiertelnego chyba „Catanu”, marzył o książce utrzymanej w wykreowanym przez niego świecie. Po części przypadkiem, po części nie ma czegoś takiego, jak przypadki (prawda?) – los się do niego uśmiechnął i trafił na autorkę skłonną przekuć tę wizję w rzeczywistość. Okazał się nią nie kto inny, jak Rebecca Gablé – której „Braci Hioba„, czytanych trzy lata temu, mile wspominam do dziś. Mimo, że to równie opasłe tomiszcze, jak „Osadnicy z Catanu”.
Przechodząc jednak do sedna sprawy: powieść zdecydowanie nie jest odzwierciedleniem walki dwóch graczy o punkty, najdłuższe trakty i tak dalej. I całe szczęście! W zamian autorka zaserwowała czytelnikom fascynującą opowieść osadzoną w świecie wikingów. Kiedy Osmund i Candamir, dwaj z nich, wrócili do wioski Elasund, okazało się, że zostały z niej już tylko zgliszcza – napadnięta przez wrogich najeźdźców ocalała tylko w części, a nie ma pewności, że ponowny atak nie nastąpi niebawem. Inna kwestia, że w obecnym stanie lokalna społeczność – pozbawiona po części dachu nad głową oraz zapasów – nie będzie w stanie przetrwać nadchodzącej zimy. Jeden z krewnych Candamira wpada na iście szalony pomysł, by opuścić Elasund i wybrać się na niepewne wody, gdzie dostrzegł niegdyś wyspę o – jak się zdawało – żyźniejszej ziemi i łagodniejszym klimacie.

Społeczność Elasundu postanawia ostatecznie podjąć się karkołomnej eskapady, w wyniku której trafiają na legendarny Catan. Nie wiedzą jednak, że kres ich podróży nie oznacza wcale jedynie sielanki…
Jak podkreślał polski wydawca, cytując „Bild am Sonntag”: „W porównaniu z powieściami Rebekki Gablé każdy hollywoodzki epos robi wrażenie skromnej telewizyjnej produkcji”. I nie mogę zrobić nic innego, jak podpisać się pod tym stwierdzeniem obiema rękami, całą klawiaturą i czym jeszcze tylko da radę ;). Gablé w tak barwny i porywający sposób opisuje nie tylko bohaterów, ale i samą wyspę, że nie sposób oderwać się od lektury. Nieustannie pragnie się doczytać jeszcze jedną stronę, jeszcze jeden rozdział, jeszcze, jeszcze, jeszcze… Trudno znaleźć nawet coś, co mogłoby w powieści irytować: poza zachowaniem bohaterów, którzy przecież lubią mieć lepsze i gorsze dni, naprawdę nic nie staje okoniem podczas czytania powieści.
Nad czym jednak zdecydowanie ubolewam, to fakt, że pierwsze polskie wydanie ukazało się nakładem wyd. Sonia Draga w 2007 roku, drugie wydanie wyszło dwa lata później – w 2009. A trzecie… cóż: trzeciego nie ma i to jest największy ból związany z tą powieścią. Rewelacyjna historia, niesamowity klimat – ale całość trudno dostępna dla polskiego czytelnika. Nieźle się natrudziłem, żeby mieć możliwość lektury i mam ogromną nadzieję, że wydawca (albo jakiekolwiek inne wydawnictwo, bo prawa już raczej dawno minęły) zdecyduje się na ponowną publikację tej książki. Zwłaszcza, że gry planszowe znów w modzie, a Catan nieustannie ma się dobrze.
|
Autor książki: Rebecca Gablé |