Choć autorka zadebiutowała w 1998 roku, czyli dwadzieścia lat temu, do tej pory jej książki spotykałem jedynie na bibliotecznych i księgarnianych półkach. Wraz z pojawieniem się najnowszego dzieła Yrsy postanowiłem jednak zmienić ten stan rzeczy i… przepadłem, choć nie bez przerażenia.
W jednym z domów w Reykjaviku zostaje bestialsko zamordowana kobieta. Jedynym świadkiem zbrodni jest jej siedmioletnia córka – było to jednak dla dziewczyny tak traumatyczne przeżycie, że trudno z niej wyciągnąć jakiekolwiek szczegóły. Co więcej – morderca nie poprzestaje na tej jednej zbrodni…
Równocześnie jeden z miłośników krótkofalówek i nadawania komunikatów radiowych – tak zakodowanych, jak i jawnych – natrafia na nietypową wiadomość, która w pewien sposób łączy go z obiema ofiarami. Nie znał żadnej z nich, nie jest mordercą, a jednak ktoś zdaje się pogrywać z nim w niebezpieczną i zagadkową grę…
Yrsa Sigurðadóttir pisze w taki sposób, że mimo, że niektóre sceny potrafią zmrozić krew w żyłach – lub też, wręcz przeciwnie, doprowadzić do podwyższenia tętna – nie sposób oderwać się od lektury. Historia trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony, a zakończenie może być dla Was zaskoczeniem.
Z ręką na sercu mogę przyznać, że choć była to niemal 170 książka przeczytana przeze mnie w tym roku, to bez wątpienia jest to najmocniejsza, najmroczniejsza historia. A najlepsze jest to, że po kilku konkretnych tytułach autorstwa Adriana Bednarka czy po „Hashtagu” Remigiusza Mroza już takiego hardcore’u się nie spodziewałem…
Zatem, jeśli niestraszne Wam mroczne kryminały, uważam że warto poznać Yrsę Sigurðardóttir i jej „Odziedziczone zło”. Tak samo jestem przekonany o tym, że w przyszłym roku sięgnę po kolejne jej powieści – a Wy, mam nadzieję, razem ze mną 😉
gorąco dziękujemy Wydawnictwu Sonia Draga.
⏬⏬⏬⏬⏬

|
Autor książki: Yrsa Sigurðardóttir |
