To kolejna już książka, która zdobyła mnie samą tylko okładką. Serio – jeszcze nie wiedziałem, o czym tak naprawdę jest opowieść, a już pragnąłem ją poznać tylko z powodu grafiki i koślawej czcionki, jakże odbiegającej od wymuskanych, spotykanych na co dzień sztywno stojących w szeregu literek.
Ricka Mavericka (no, właściwie to Richarda, ale przy takim nazwisku zdrabnianie wydaje się całkiem naturalne) poznajemy, gdy leży w trumnie pod ziemią. Nie do końca wie, co tam robi, ale dość szybko uzyskuje odpowiedzi od gadatliwego robaka. Ot, nasz Rick podpadł pewnemu mafiozo, umawiając się z jego córką, więc do akcji musieli wkroczyć pewni panowie… Reszty łatwo się domyślić.
Z potężną luką w pamięci, wywołaną uderzeniem łopatą w głowę, Rick postanawia upomnieć się o swoje. Wstaje z grobu i jako zombie wraca do miasta. Nie dwie jednak, że czeka na niego rewolucja do przeprowadzenia, przyjaciele do uratowania, no i ręka do przyszycia, bo coś odpada momentami.
Pełna humoru i ironii opowieść o zombie. Strasznie śmieszna, przerażająco prawdziwa, a zarazem absurdalnie fantastyczna. A szkoda, bo przydałby się u nas taki Rick – zrobiłby ze wszystkim (i wszystkimi) porządek.
Nie spodziewałem się, że opowieść o zombie może zawierać takie pokłady humoru – ubawiłem się nieziemsko 😉 Samego Ricka Mavericka zaś nie sposób nie polubić. Niemal od pierwszej strony kibicowałem mu, ciekaw co jeszcze spotka go w życiu po życiu.
„Martwe ciało Mavericka” to udany debiut Anny Kapes i tak, jak na co dzień fantasy nie jest raczej gatunkiem, z którym często obcuję, tak z Rickiem mógłbym jeszcze niejedno – choćby i pośmiertnie – przeżyć. Idealna książka na poprawę humoru lub na wolny wieczór 😉
gorąco dziękujemy Wydawnictwu Novae Res.
⏬⏬⏬⏬⏬

|
Autor książki: Anna Kapes |
