Kiedy przeglądałam pobieżnie i przeczytałam opis, stwierdziłam: „o, luźna lektura na wieczór będzie”. Kiedy zasiadłam do książki, po kilku wciągających stronach żywej historii naprawdę istniejących kobiet, tak różnych – a jednocześnie tak podobnych do mnie – byłam ogromnie zdumiona głębią.
Książka jest zbiorem 18 opowiadań kobiet o sobie i swojej zmianie po ciąży i porodzie, a także 3 opowiadań o macierzyństwie z perspektywy mężczyzn. Kobiety te otwarcie opowiadają o trudnych aspektach konsekwencji zostania matką. Nadprogramowe kilogramy, obwisłe piersi, rozstępy, brak akceptacji siebie, trudności z powrotem do figury sprzed ciąży, zmęczenie – czyli cały ten baby blues, który czasem trwa nie kilka dni czy kilka tygodni…
Trudno jest mówić o tym, co trudne, o tym, co niewygodne, przez niektórych uważane za brzydkie, wstydliwe. Wszyscy w kółko powtarzają, że najważniejsze, żeby tylko dziecko było zdrowe – i ciężko się z tym nie zgodzić, jest to priorytetowe, ale gdzie w tym wszystkim jest matka? Po narodzinach wszyscy zachwycają się MALEŃSTWEM, mając setkę pytań dotyczących NIEGO. Dopiero potem dostrzegana jest rodzicielka, ale i tak raczej w kontekście kontrolno-sondującym. Wróciłaś już do wagi „sprzed”? „Karmisz jeszcze?” lub „jeszcze karmisz?”, gdzie akcent zdziwienia różnie pada, w zależności od intencji osoby, która jest zwolennikiem lub przeciwnikiem karmienia piersią. Ćwiczysz coś? Nie jesteś chora?
Lub rad – powinnaś to, tamto i tamto, dobrze by było, gdybyś „coś tam”, nie wolno, nie można, najlepiej… i setki, setki innych, cudownych, skutecznych sposobów, które zadziałały na Jasia, Stasia i Marlenkę, lub dzięki których ich mamy teraz odnoszą „sukces” i po których nie widać, że były w ciąży.
No własnie, a dlaczego nie może być widać, dlaczego trzeba wyglądać jak te celebrytki, których zdjęcia od razu po ich zrobieniu trafiają do retuszu w Photoshopie?
Autorki opowiadają właśnie o tym, jak poradziły sobie z tym sztucznym kanonem piękna, fanaberią na punkcie wyglądu – tak w jedną, czy drugą stronę – z byciem na bieżąco, nie akceptacją siebie w ciąży, po ciąży.
Moja ciąża i poród, a także początki macierzyństwa były dosyć proste – a to dlatego że miałam ogromne wsparcie. Jak wielkie i jak dużo mi to dało, dowiedziałam się czytając momentami ze łzami właśnie tę książkę. Książkę, którą każda pierworódka powinna otrzymać jako prezent – najlepiej jeszcze przed porodem, żeby dowiedzieć się rzeczy, których nie napiszą w kolorowych magazynach, nie pokażą na reklamach z usmiechniętą panią z poduszką zamiast ciążowego brzucha.
„Macierzyństwo bez Photoshopa” może uratować wiele kobiet przed depresją poporodową, wspomóc wiele z nich w tym najtrudniejszym okresie ich najważniejszej kariery. Kilka egzemplarzy powinno się znajdować na każdym oddziale patologii ciąży we wszystkich szpitalach z odziałem ginekologicznym. Masz w rodzinie bliska osobę, której zbliża się czas rozwiązania? To może być jeden z lepszych prezentów, zamiast kolejnych śpiochów, czapeczek czy pieluch – prezent zarówno dla mamy, jak i dla dziecka.
gorąco dziękujemy Wydawnictwu Sensus.
|
Autor książki: Anna Kowalczyk, Asia Skotnicka, Beata Czerniakowska, Dorota Gęsiorska, Dorota Smoleń, Idiomka, Izabela Lasowy-Cibor, Jan Mądrzywołek, Julita Hypki, Karolina, Kasia Ogórek, Łucja Prizeman, Maciej Mazurek, Magda Kiełbowicz, Malwina Ferenz, Małgorzata Gilewska, Małgorzata Strzelecka, Małgosia Dawid Mróz, Maria Kudroń, Sylwia Niemczyk-Opońska, Zdzisław Fenczok |
