Po dość długiej przerwie udało mi się wrócić do Fjällbacki, by poznać dalsze losy Eriki Falck i Patrika Hedströma. I jak to w kryminałach bywa, zaczęło się od razu „z grubej rury”.
Podczas porannych zabaw poza domem, pewien chłopiec znajduje w Wąwozie Królewskim nagie ciało kobiety. Na miejsce przyjeżdża policja, a Patrik zostaje z tego powodu ściągnięty z urlopu i niejako „mianowany” na prowadzącego śledztwo. Nieoczekiwanie, oprócz zwłok, funkcjonariusze znajdują też dwa szkielety.
Wkrótce wychodzi na jaw, że najpewniej są to szczątki dwóch zaginionych przed laty kobiet (co mi nasunęło delikatne skojarzenie z „Ostatnim pielgrzymem” Garda Sveena). Trop prowadzi – podobnie jak przed laty – do skłóconej ze sobą familii Hultów, będących potomkami Efraima Hulta, charyzmatycznego duchownego, zwanego niegdyś przez ludzi tytułowym Kaznodzieją. Trop to jedno, ale gdzie leży prawda? I co z tymi trupami?
Co się od razu rzuca w oczy, to świetny początek opowieści. Motyw znalezienia zwłok, opisany z perspektywy dziecka i jego światopoglądu jest po prostu piękny – bardzo łatwo nam się wczuć i zrozumieć jego tok myślenia, dzięki czemu już na pierwszych stronach, zanim na scenę wejdą główni (czy też poboczni, ale istotni) bohaterowie, czytelnik już dawno wsiąka w opowieść i daje się jej porwać. Chwytliwe, ale i rewelacyjne posunięcie 🙂
Podobnie jak w „Księżniczce z lodu„, tak i w tym tomie – o ile męskich czytelników głównie zainteresuje sam motyw prowadzonego przez Patrika śledztwa i liczne, wychodzące przy okazji na jaw patologie, o tyle Camilla Läckberg w osobie Eriki zapewniła kobietom zupełnie inny wątek, który zapewne będą obserwować z wielkimi emocjami.
Co więcej – niektóre wątki poboczne zakończyły się (lub i nie) w taki sposób, że po prostu nie sposób nie sięgnąć za chwilę po kolejny tom. Co też – jak łatwo się domyślić – właśnie czynię 😉
|
Autor książki: Camilla Läckberg |