Świetna książka dla dzieci. Najlepiej aby była czytana z rodzicami.
Główna bohaterka to ośmioletnia dziewczynka o imieniu Ula. Wraz z mamą, tatą, rocznym bratem nazywanym Słodkim i psem Rufusem mieszkają w kamienicy przy Makowej. W tejże kamienicy mieszkają także babcia, dziadek i pradziadek, a także brat mamy, który wędruje po świecie. Mają dosyć specyficznych sąsiadów, jak słynna aktorka, biedny szewc, który wcale biedny nie jest i pani, która wszystko wie. Przy Makowej bardzo dużo się dzieje. Dlatego huczy jak w ulu. Ula nosi okulary, uwielbia czytać, lubi słodycze, a w przyszłości chce zostać badaczką lwów i dyrektorką ogrodu zoologicznego. Zwyczajne, nadzwyczajne dziecko – jak każdy z nas w dzieciństwie.
Książka pełna jest przeróżnych historyjek, widzianych oczyma dziewczynki. Informacje przefiltrowane przez jej perspektywę to nietypowe przedstawienie codziennych, normalnych zdarzeń. W oczach dziecka jednak wszystko ma znamiona magii. Powiedzenia i frazeologizmy w dosłownym odbiorze brzmią śmiesznie.

Ważniejsze jednak od tego, co się dzieje, jest to, jak te historie się kończą, jak ludzie na nie reagują. Oprócz przyjemnych i oczywistych tematów w tym wieku, jak przyjaźń czy zabawa, autorka pokazuje także te trudne – jak starość, rozwód czy śmierć rodzica, jak walka ze znęcającymi się nad słabszymi, bezdomność, wygasające zawody. Oczywiście każdemu z nich poświęcony jest akapit albo dwa, czasem strona – ale to i tak dużo.
Książkę czyta się naprawdę szybko. Ma mnóstwo fragmentów, przy których nie sposób się nie uśmiechnąć: raz ze śmiechu, raz nostalgicznie, raz z rozmarzeniem.
„Patrzył przez tę szklankę na babcię, wiec od razu dostał buziaka, a Ksaweremu trzeba było tłumaczyć że dwie połówki tego samego owocu to ludzie, którzy mieli szczęście, że się spotkali, bo świetnie się ze sobą dogadują i bardzo się kochają.”
„Starość jest bardzo podobna do dzieciństwa, chociaż dzieli je całe życie. I dziadek i Słodki lubią książki z obrazkami, chrupki kukurydziane i słodycze. Obaj noszą pieluchy i nie najlepiej chodzą, mają mało zębów i trzeba im dawać witaminy.”
„W hucie hartuje się stal – to znaczy, że poddaje się ją różnym zabiegom, dzięki którym jest później twarda i wytrzymała. Nie łamie się, nie psuje, może dużo znieść i bardzo się przydać. Każdy człowiek ma swoją hutę, czasem nawet niejedną. Moja to talerz z rosołem i piaskownica. Nic tak nie hartuje cierpliwości jak porcja rosołu. Mama uważa, że mam przede wszystkim inne zalety, ale nie sprawdzałam.”
Polecam serdecznie!
gorąco dziękujemy Wydawnictwu Znak.
|
Autor książki: Magdalena Kiełbowicz |