Jeśli jakaś seria fantasy, należąca do literatury dziecięcej czy młodzieżowej wciągnęła mnie bardziej niż ta o Harrym Potterze, to chyba niezawodny znak, że warto poznać bliżej Gregora. Albo to znak, że na starość dziecinnieję. No, ewentualnie i jedno i drugie – tak czy owak, z niecierpliwością czekałem na mającą w czwartek miejsce polską premierę trzeciego tomu „Kronik Podziemia” autorstwa Suzanne Collins.
Jak sugeruje tytuł, Gregor po raz kolejny musi zmierzyć się z klątwą, grożącą zarówno zagładzie znanej niewielu osobom krainy, ale i żyjącym na powierzchni – w tzw. Naziemiu – ludziom i innym istotom stałocieplnym. Pełen niepokoju wyrusza do Podziemia na naradę. Tym razem w podróży towarzyszą mu Botka i… uparta i pewna swego mama.
Wkrótce chłopak dowiaduje się o panoszącej się zarazie, dotykającej także bliskie mu osoby. Zgodnie z przepowiednią Sandwicha, lekarstwo i owszem – istnieje, tylko by je zdobyć, trzeba wyruszyć w niebezpieczną wyprawę…
Nie będę owijał w bawełnę – znów dałem się totalnie porwać lekturze i na kilka godzin przepadłem w Podziemiu razem z Gregorem i przyjaciółmi. Ten nastoletni chłopak jest po prostu niesamowity! A nawiązując do pierwszego zdania tej recenzji – rzekłbym nawet, że jego historia jest o wiele lepsza niż ta, znana fanom Pottera. Tu nie ma czarów, smoków, magicznych bestii – jest za to młodsze rodzeństwo, znane nam wszystkim zwierzęta czy też istotne relacje z rodzicami. A ten tom chyba najlepiej to wszystko ukazuje.
Nie wiem, jak Wy, ale ja osobiście już się nie mogę doczekać czwartego tomu (z pięciu), którego tytuł brzmieć będzie „Gregor i tajemne znaki” i ukaże się jeszcze w tym roku nakładem wydawnictwa IUVI 🙂
gorąco dziękuję Wydawnictwu IUVI.
|
Autor książki: Suzanne Collins |