6-letni Andrew Wiggin, nazywany przez swoją siostrę Valentine, a takżę przez siebie samego Enderem, trafia do elitarnej Szkoły Bojowej. Tam, za sprawą pułkownika Graffa chłopak przechodzi szkolenie na przyszłego przywódcę, który – niczym legendarny Mazer Rackham – poprowadzi ludzkość ku zwycięstwu w nadchodzącej wojnie z Robalami – najeźdźcami z kosmosu, którzy już dwukrotnie próbowali zagarnąć naszą planetę. Szkolenie chłopca nie przebiega jednak bezstresowo – na każdym kroku ktoś podkłada mu kłody pod nogi, by jeszcze bardziej wzmocnić siłę i upór chłopaka, kształtując tym samym jego charakter.
Zupełnie przypadkiem wybrałem książkę Orsona Scotta Carda i dopiero pod koniec lektury zdałem sobie sprawę, że w listopadzie do kin trafi jej ekranizacja. Czytając „Grę Endera” z początku miałem skojarzenie z „Harrym Potterem” – oto mały chłopiec, który jest nadzieją dla wszystkich w walce ze złem. Na tym jednak podobieństwo między tą dwójką bohaterów się kończy 😉
Wiggin – mimo bardzo młodego wieku – przedstawiany jest jako bardzo zdolny strateg, lepszy nawet od Napoleona Bonaparte. I rzeczywiście – jego doskonały zmysł taktyczny uwidacznia się podczas kolejnych rozgrywek w tytułowej grze, toczącej się przez cały czas pobytu Endera w szkole. Chłopak umie kierować ludźmi i wykorzystywać ich zdolności, nie boi się też ryzykować wtedy, gdy może mu się to w ostatecznym rozrachunku opłacić.
Choć nieszczególnie przemawia do mnie sci-fi (mimo, że kiedyś fascynowały mnie loty w kosmos), audiobooka z „Grą Endera” słuchało mi się naprawdę przyjemnie, lektor czytał w sposób wyraźny, a zarazem zachęcający do dalszego słuchania i budujący napięcie. Tym samym – obecnie rozglądam się za kolejną częścią sagi o Enderze Wigginie :).

|
Autor książki: Orson Scott Card |