Książka zdecydowanie nie dla wszystkich. Opowieść ta ma specyficznie prowadzoną narrację, która nie każdemu może przypaść do gustu. To historia o religijnym tle, jedna z tych, które w dzisiejszych czasach są mało popularne – co nie znaczy, że niepotrzebne.
Książka ta jest pamiętnikowym zapisem wspomnień, spisanym dla syna z perspektywy pastora mieszkającego w małym miasteczku w Iowa, gdzie ten spędził całe życie i zbliża się do kresu swych dni. Ojciec, mimo sędziwego wieku 77 lat i słabego zdrowia, po napisaniu przez całe życie wielu tomów kazań stara się opisać i przekazać w formie listu jak najwięcej z życia swojego i swojej rodziny – opowiada o swoim ojcu, dziadku, reszcie rodziny, no i przede wszystkim o sobie i żonie – czyli o tym wszystkim, czego nie będzie mógł powiedzieć synowi, kiedy ten dorośnie. Za pomocą tych wspomnień porusza bardzo wiele tematów, aktualnych zarówno wczoraj, dziś, jak i myślę, że jutro. Wśród nich są takie, jak stereotypy rasowe, przepaść pokoleniowa, duża różnica wieku pomiędzy małżonkami, przyjaźń, trudność wybaczania… Podczas pisania, które przychodzi mu coraz trudniej, pastor musi zmierzyć się także ze swoim problemem trwającej od lat niechęci wobec syna swojego przyjaciela.
Niektóre zdarzenia są śmieszne, niektóre wzruszające, inne smutne. Akcji właściwie nie ma – bo są to głównie wspomnienia, przeplatane obecnymi zdarzeniami, kiedy to staruszek czuje się coraz gorzej. Dużo tam też filozofii, wiary, pytań o Boga i relację ojciec-syn.
Warto dodać, że Autorka książki otrzymała za tę książkę nagrodę Pulitzerem za rok 2004. Pomimo wielu zalet, wielu ciekawych myśli, trudno jednak i wolno się ją czytało.

|
Autor książki: Marilynne Robinson |
