Jeśli książka jest fantastyczna, autor może po cichu liczyć na powstanie filmu na jej podstawie. Czasem zamisst filmu w grę wchodzi serial i taka sytuacja też stanowi dowód uznania. Ale jeśli na podstawie powieści nakręcono zarówno film, jak i serial – to (jak mawiają) „wiedz, że coś się dzieje”. Tak właśnie było w przypadku „Firmy” Johna Grishama.
A trzeba przyznać, że w książce dzieje się – i to wiele! Młody, kończący właśnie studia prawnik – Mitch McDeere – otrzymuje niezwykle intratną propozycję od pewnej firmy z Memphis. Mitch miałby zajmować się sprawami podatkowymi, w zamian otrzyma co miesiąc sporą sumkę, do tego niezły model BMW i dom z niskim zastawem hipotecznym. Trudno mu się dziwić, że korzysta z oferty.
Wkrótce jednak okazuje się, że należała ona do gatunku tych „nie do odrzucenia”, a jego prawdziwi pracodawcy niewiele różnią się od uwielbiającego takie propozycje Dona Corleone. Na dodatek Mitcha zaczyna nękać FBI, próbujące przeciągnąć go na swoją stronę i namówić na wspólne rozbicie mafii od środka.
Postać McDeere’a początkowo odzwierciedla być może większość świeżo upieczonych prawników (lub ich stereotyp) – młodzi, ambitni, liczący wreszcie na wielką kasę po latach żmudnego zakuwania. Z biegiem czasu jednak Mitch dorasta, zaczyna inaczej postrzegać swoją rodzinę, staje się też mądrzejszy i sprytniejszy. Przyjemnie jest obserwować przemianę tego bohatera, nawet jeśli towarzyszą jej wyrachowanie, strach i wyścig z czasem.
I mimo, że Grisham napisał „Firmę” w 1991 roku, a do Polski trafiła dwa lata później, wcale nie straciła na znaczeniu. A może nawet zyskała na aktualności, bo nierzadko słyszymy o firmach-słupach i machlojkach związanych z rajami podatkowymi…

|
Autor książki: John Grisham |