Wreszcie!!! Po „Syrence” i „Latarniku” – dwóch wcześniejszych tomach, w moim odczuciu coraz słabszych na tle całego cyklu – nareszcie trafił mi się tytuł, który mnie w pełni zainteresował, zaintrygował i pochłonął bez reszty.
Święta Wielkiejnocy w 1974 roku do najradośniejszych nie należały – przynajmniej na Valö. W niewyjaśniony sposób z tej maleńkiej wyspy w pobliżu Fjällbacki zniknęła cała rodzina, za wyjątkiem rocznej córeczki Ebby, znalezionej w domu, w pobliżu nakrytego stołu z obiadem wielkanocnym. Prowadzone wówczas śledztwo nie przyniosło żadnego rezultatu.
Po wielu latach Ebba wraz z mężem postanawia wrócić na wyspę i zająć się renowacją ośrodka kolonijnego – zapisanego jej w spadku budynku, którym przed tragedią zarządzał jej ojciec. Remont ma być tez dla małżeństwa swoistą terapią po stracie ich malutkiego synka. Nieoczekiwanie jednak budynek zostaje podpalony, a w jadalni pod podłogą policja odkrywa ślady krwi. Wszystko wskazuje na to, że należy wznowić śledztwo sprzed lat…
Jak już wspominałem we wstępie – w moim odczuciu wreszcie Patrik Hedström dostał sprawę, która mnie ogromnie zaintrygowała, przez co lektura książki była czystą, stuprocentową przyjemnością. Zresztą nie tylko Patrik zabiera się za tę sprawę – do akcji, co nikogo nie dziwi, na własną rękę wkracza także Erika, a pomaga jej – uwaga, uwaga! – Gösta Flygare! Jestem pod wrażeniem tego, co Camilla Läckberg zrobiła z tym bohaterem, niegdys totalnym leniem, myślącym tylko o golfie, a dziś… cóż, powiem tak – zapewniam, że po lekturze „Fabrykantki aniołków” zaczniecie Göstę postrzegać z zupełnie innej perspektywy 😉
Ja zaś po przeczytaniu książki znów przyznałem wiarę w pisarską moc autorki i nie tylko lada moment sięgnę po „Pogromcę lwów”, ale też z tym większą niecierpliwością wyczekuję tegorocznej premiery „Czarownicy” – najnowszego tumy cyklu o Fjällbace.
|
Autor książki: Camilla Läckberg |