Choć uwielbiam kryminały i naczytałem się ich tak wiele, że ze zbrodniami (ze zbrodniarzami chyba zresztą też) jestem w pewnym sensie „oswojony”, to jednak dużo emocji wywołała we mnie lektura „Dzieci gniewu”. Tradycyjnie podszedłem do książki bez sprawdzania, o czym ona opowiada – wystarczył mi fakt, że tytuł parokrotnie mi się gdzieś przewinął, czy to na blogach recenzenckich, czy gdziekolwiek indziej. Zobaczyłem ją w księgarni, kupiłem i ochoczo wziąłem się do lektury. A potem się zaskoczyłem…
USA popada w wielki kryzys, oczekujący pomocy z Zachodu Berlin musi radzić sobie sam. Tymczasem miejscowi funkcjonariusze rozwiązują równocześnie dwie sprawy, nie dające wielu osobom spać po nocach: kości i kiełbaski. Po pierwsze – w jednym z miejskich kanałów Willi Kraus, młody detektyw a zarazem Żyd – znajduje jutowy worek, a w nim kości, najpewniej należące do kilku osób. Wkrótce okazuje się, że to… wygotowane kości dziecięce, a tuż obok nich znajdowała się stara Biblia z zakreślonymi cytatami. Media dość szybko podchwytują i jeszcze bardziej nadmuchują temat berlińskiego Dzieciożercy, zaś opinia społeczna wydaje jednogłośnie wyrok: ująć zbrodniarza i solidnie ukarać… Niestety – nie z rąk Williego Krausa, który zostaje od śledztwa odsunięty, by laury zebrał bardziej „medialny” funkcjonariusz.
Druga sprawa – która w ramach „rekompensaty” zostaje przydzielona naszemu bohaterowi, jest o wiele bardziej – jakby to ująć – przyziemna: nadeszła fala niewyjaśnionych zachorowań. Wiele osób uważa, że to z powodu kiełbasek, a raczej tego, co w nich się znajduje, a znajdować nie powinno. Trop prowadzi do kilku miejsc, w których mogła pojawić się bakteria listerii, która najprawdopodobniej odpowiada za zaistniałą sytuację. Kraus zagłębia się w kiełbaskowe śledztwo, nie mając pojęcia, do jakich wniosków i powiązań uda mu się dotrzeć…
Jakkolwiek to brzmi w tym kontekście, „smaczku” powieści dodaje fakt, że osadzona jest w Niemczech, w latach 20. i 30. ubiegłego wieku – tuż po wojnie, a zarazem w chwili obejmowania większości w parlamencie przez NSDAP i różnorako odbieranego przez społeczeństwo Adolfa Hitlera, jeszcze nie Führera, ale już próbującego dyktować swoje warunki, także w kwestii Żydów. Tym samym, z powodu swojego pochodzenia, Willi Kraus nie ma lekko, a psychopatyczny morderca cały czas grasuje na wolności, porywając i pożerając kolejne dzieci…
„Dzieci gniewu” to naprawdę mocny kryminał ze sporą domieszką thrillera psychologicznego. Fabuła cały czas trzyma w napięciu, bohater ani przez chwilę nie może czuć się pewnie i bezpiecznie (a tym samym podobne odczucia udzielają się czytelnikowi), a „wyścig z czasem” staje się z każdą chwilą coraz bardziej rzeczywisty. Jeśli mroczne klimaty, niebanalna zagadka kryminalna i dawka grozy to coś, co lubicie – sięgnijcie po tę książkę bez wahania. Uprzedzam tylko, że owa dawka jest… cóż, końska 😉

|
Autor książki: Paul Grossman |
