Znów dałem się porwać szalonemu naukowcowi, małej dziewczynce i jeszcze mniejszemu, rudowłosemu chłopcu. Tym razem powiało grozą, i to już w tytule…
Jeżeli nagminnie znikajom Ci skarpetki, a wszendzie czajom się błendy jenzykowe (nawet w tej recenzji) – to wiedz, że koniec świata jest bliski. Norwegowie oszaleli jeszcze bardziej – odsunęli od władzy samego Króla, a obwołali na prezydenta zwycięzcę telewizyjnego turnieju, Hallvarda Tenoresena. Trzeba ratować nie tylko kraj, ale i cały świat przed zagładą.
Chodzą słuchy, że wszystkiemu winien jest pewien specyficzny gatunek, opisany w „Zwierzętach, Których Istnienia Byś Sobie Nie Życzył” – ulubionej książce Bulka, napisanej zresztą przez jego dziadka. Trudno się zatem dziwić, że na ratunek Królowi (i światu) chłopiec wyrusza wraz z Lisą i Doktorem Proktorem. Nie są jednak osamotnieni – pomogą im w tym m.in. pani Strobe oraz Gregor Galvanius, nauczyciel zwany panem Czkawką. Czy wespół zdołają stawić czoła przeciwnościom?
Co mi się bardzo podoba, to fakt, że Jo Nesbø – podobnie, jak w poprzednim tomie – równocześnie i bawi, i uczy. Genialna kreacja nowego dyktatora (a zwłaszcza jego prawdziwe imię i nazwisko, których Wam nie zdradzę – doczytajcie sami) pozwalają w świadomość młodych czytelników wprowadzić nieco bardziej niż elementarną wiedzę o tyranii władzy. Sposób wyboru nowego prezydenta, jak i źródło początków jego kariery – przynajmniej moim zdaniem – mogą stanowić podstawę do domowej dyskusji pt. „Czy telewizja ogłupia?”.
Oczywiście na młodych czytelników czeka przy okazji mnóstwo śmiechu 🙂 A starsi? Cóż – jeśli stracili już poczucie humoru – to doskonale wybawią się przy utworach ABBY i The Beatles (no, nie do końca), których w tej książce nie brakuje 😉
|
Autor książki: Jo Nesbø |