Większość z Was zapewne kojarzy autorkę z jej trzytomową „Księgą snów”, tymczasem wcześniej Kerstin Gier „popełniła” inną, także fantastyczną trylogię. Przyznam szczerze, że recenzowaną dziś „Czerwień rubinu” znałem do tej pory jedynie z ekranizacji obejrzanej kilka lat temu. Mając jednak na uwadze wznowienie wydawnicze serii (tym razem nie w Egmoncie, a dzięki wydawnictwu Media Rodzina), postanowiłem nadrobić te zaległości.
Główną bohaterkę (i narratorkę zarazem), Gwen poznajemy jako całkowicie zwyczajną nastolatkę w całkowicie niezwyczajnej rodzinie. Jej kuzynka Charlotte, starsza zaledwie o jeden dzień, zdaniem reszty rodziny posiada gen pozwalający na podróżowanie w czasie. Jedyny szkopuł tkwi w tym, że uaktywnia się on dopiero po ukończeniu 16 roku życia.
Kiedy cała rodzina wyczekuje symptomów u Charlotte, nieoczekiwanie to Gwen zaczyna wykazywać zdolności do podróży w czasie. Ale czy to możliwe? Czy w od wieków działającej teorii i towarzyszących jej obliczeniach jest miejsce na błąd?
Muszę przyznać, że Kerstin Gier nie brak ani wyobraźni, ani poczucia humoru 😉 losy głównej bohaterki – niczym szalona sinusoida – ewoluują od tragicznych zwrotów akcji po komiczne, wyciskające ze śmiechu łzy dialogi, myśli czy zdarzenia. Całość zaś zapakowana jest w intrygującą, trzymającą w napięciu fabułę i… smakuje wyśmienicie!
Jeśli zatem chcecie zostać porwani przez fantastyczną opowieść, w której czas jest zdecydowanie pojęciem względnym, a przy okazji nieźle się bawić – koniecznie sięgnijcie po „Czerwień rubinu”! A następnie, razem ze mną, wypatrujcie wrześniowych premier „Błękitu szafiru” i „Zieleni szmaragdu” 😉
gorąco dziękujemy Wydawnictwu Media Rodzina.
⏬⏬⏬⏬⏬

|
Autor książki: Czerwień rubinu |
