Minęło już sporo czasu od chwili, gdy zamknąłem siódmy tom przygód Harry’ego Pottera, kończąc lekturę. Szkoda mi było wówczas tego, że niejako żegnam się z Hogwartem i wrócę tam tylko za sprawą filmów, lub tych samych książek. A jednak przez te lata na rynku pojawiły się trzy książki ze świata czarodziejów: „Quidditch przez wieki”, „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” oraz – co sądząc po tytule wpisu, nie powinno być dla Was zaskoczeniem – „Baśnie barda Beedle’a”.
Ów Bard Beedle żył rzekomo w XV wieku i jedyne, co po nim zostało do dziś, to zbiór baśni, przetłumaczony przez Hermionę Granger, wraz z komentarzami od samego Albusa Dumbledore’a. Książka składa się z pięciu następujących historii:
* Czarodziej i skaczący garnek
* Fontanna Szczęśliwego Losu
* Włochate serce czarodzieja
* Czara Mara i jej gdaczący pieniek
* Opowieść o trzech braciach
Każda z nich kryje w sobie morał. Co ciekawe jednak, niektóre można interpretować wielorako, o czym Dumbledore wspomina w swoich dywagacjach. Mnie osobiście najbardziej podobała się piąta baśń (a zaraz po niej druga), jednak warto zapoznać się ze wszystkimi.
Niby Beedle (tudzież Rowling) Ameryki w nich nie odkrywa, co więcej – jakoś mi podczas lektury na myśl przyszło podobieństwo do Coelho, ale nie pytajcie kiedy i dlaczego. Jakby jednak nie patrzeć, w baśniach nie chodzi o nie wiadomo jakie wslory edukacyjne, a raczej o uzmysłwienie słuchaczom (i opowiadającemu), jakie postępowania są moralnie słuszne, a jakie zasługują na potępienie.
A tego akurat możemy się dowiedzieć z każdej z owych „Baśni barda Beedle’a”, nawet z najmroczniejszej.
|
Autor książki: Joanne Kathleen Rowling |