Pierwszy raz z twórczością Érica-Emmanuela Schmitta spotkałem się mając jakieś trzynaście lat. Z niewiadomych mi już powodów wpadła w moje ręce jego najbardziej znana książka – „Oskar i pani Róża” i pamiętam, że przeczytali ją wówczas wszyscy domownicy. Dziś mam dwa razy więcej na karku i kilka kolejnych powieści tegoż autora za mną. Dlatego też mile zaskoczyło mnie Wydawnictwo Znak, przysyłając mi najnowszą książkę Schmitta, zatytułowaną „Noc ognia”.
W celu sprawienia sobie jeszcze większej niespodzianki, zacząłem czytać bez dosłownie żadnej wiedzy na temat tego, o czym jest ta książka i… gorąco polecam takie podejście do tej lektury! Dzięki temu, podobnie jak główny bohater, mogłem odkrywać nieznane i nie być absolutnie pewnym, co się wydarzy za moment. Także i Wam nie zdradzę zatem w tym miejscu fabuły – chętni znajdą zabawkę w innym miejscu, choćby na stronach wydawcy – a jedynie zaznaczę, że warto tę książkę przeczytać w ciszy i samotności, za jednym podejściem (niecałe 200 stron nie gryzie, nawet się nie zorientujecie, kiedy skończycie).
Muszę przyznać jedno: Eric-Emmanuel Schmitt znów w formie. Wiele słyszałem różnych opinii o jego ostatnich książkach, nawet o „Sekcie egoistów” – która mnie osobiście się podobała. Pojawiły się głosy, że lepiej już nie będzie, a tymczasem proszę: „Noc ognia” to moim zdaniem bardzo dobra, lekko filozoficzna (a spodziewaliście się po Schmitcie inaczej?) historia, dającą sporo do myślenia, a zarazem otwierająca oczy – przynajmniej bohaterowi. Czy czytelnikowi też? To już zależy od niego samego…
gorąco dziękujemy Wydawnictwu Znak.
|
Autor książki: Éric-Emmanuel Schmitt |
