W tym roku – a właściwie od połowy ubiegłego, ale tym razem niejako „z przytupem” – odkrywam współczesnych polskich pisarzy i ich książki. Całkiem przypadkiem jakieś trzy tygodnie temu na moim literaturowym horyzoncie pojawił się Mariusz Zielke wraz z zapowiedzią swojej najnowszej powieści. O czym ona opowiada? Spieszę wyjaśnić:
W nie do końca jasnych okolicznościach ginie znany dziennikarz, Jarosław Stanowski. Śledczy uznają, że to samobójstwo, choć sprytnie upozorowane w taki sposób by nie można wykluczyć morderstwa.
Tuż przed śmiercią Stanowski, który nie mógł liczyć na publikowanie w Polsce, odtrącony przez lokalnych kolegów po fachu wysłał swój artykuł do szwedzkiego „Reportera”, jednak i tamtejsza redakcja zbyła temat. Dopiero po śmierci Jarosława, Sven Olsson – naczelny czasopisma – postanawia raz jeszcze przyjrzeć się sprawie niejakiego biznesmena Wolaka, za którym zawzięcie gonił Polak.
W tym celu Sven postanawia przybyć do Polski, by rozeznać się w sytuacji oraz wybadać okoliczności śmierci Stanowskiego. Nie wie jednak, że po piętach depczą mu zarówno służby specjalne, jak i pewna hakerka, z którąś kiedyś coś go łączyło…
Szwecja, hakerka, biznesmen i służby – kojarzy Wam się to zapewne automatycznie z trylogią „Millenium” Stiega Larssona. Nie dajcie się jednak zwieść – Mariusz Zielke w niesamowity sposób wprowadza Olssona w polskie realia. Nie wyidealizowane, cukierkowate czy fikcyjne, ale te, które znamy z pierwszych stron gazet: korupcja w parlamencie, przekupni dziennikarze publikujący różne bzdury, dziesiątki służb specjalnych, popaprani politycy, a wszystko to w malowniczo wręcz opisanej stolicy. Byłem w niej tylko dwa-trzy razy, ale podczas lektury czułem, że znam to miasto tak dobrze, jakbym mieszkał w nim od dziesięcioleci.
Ciężko mi jednoznacznie sklasyfikować książkę gatunkowo – niby thriller, ale trochę kryminał. A zarazem można by rzec, że to po części współczesny portret Polaków, a zwłaszcza naszych „elit”, jedynie przy okazji będący tłem dla „Wolak-gate”.
Jeśli nie jesteście fanami „Millenium” – a tym bardziej, jeśli faktycznie nimi jesteście – nie bójcie się sięgnąć po historię „Człowieka, który musiał umrzeć”. Intrygująca fabuła porywa od początku do końca, zaś niesamowita, szaleńcza wręcz końcówka i tysiąc zwrotów akcji to po prostu mistrzostwo. Chylę czoła, Panie Mariuszu 🙂
A kto i dlaczego musiał umrzeć (i czy aby na pewno „musiał”) – sprawdźcie sami 😉 Mnie tymczasem czeka nadrabianie wcześniejszych książek Mariusza Zielke…
autorowi, panu Mariuszowi Zielke.
|
Autor książki: Mariusz Zielke |