Po lekturze „Skazy” i „Wady” najpierw z niecierpliwością wyczekiwałem następnego tomu – czyli recenzowanej dziś „Zadry”. Potem, jednak, jak już wpadła w moje ręce… odłożyłem ją na półkę i postanowiłem dać sobie na przeczekanie. Dlaczego? Czy poprzednie tomy mnie aż tak zawiodły? No właśnie wręcz przeciwnie.
Zabrzmi to pewnie paradoksalnie, ale po dwóch rewelacyjnych tomach serii z Bernardem Grossem byłem przekonany, że i trzecia część cyklu im dorówna. Chciałem jednak ostudzić swoje emocje i oczekiwania, a tym samym sięgnąć po książkę Roberta Małeckiego po dłuższym oczekiwaniu. Mówi się że apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale to głód go potęguję. Chciałem pwtedy, kiedy będę mógł nieco bardziej nacieszyć się lekturą. Nie chciałem łyknąć ją na jeden raz pod wpływem chwili 😉 Ot, taki książkowy slow life – polecam czasami 😉
Kryminał ze starą historią w tle
Przechodząc jednak do meritum: w jednym z lasów w podchełmżyńskim Grodnie żołnierze znajdują kość i czaszkę. Wezwany na miejsce Bernard Gross wkrótce trafia na resztę ciała, należącego do młodego mężczyzny, który prawdopodobnie popełnił samobójstwo, wieszając się w bardzo ustronnym miejscu, gdzie trudno go dostrzec. Ciało mężczyzny zostaje zdjęte i przetransportowane do zakładu medycyny sądowej, prokurator najchętniej zamknąłbym temat, niemniej komisarzowi nie podoba się do końca sposób ułożenia ciała – są poszlaki wskazujące na to, że mężczyzna nie zginął na własne życzenie.
Odkrywane stopniowo nowe tropy zaprowadzają Grossa do sprawy sprzed szesnastu lat, kiedy to zaginęła siostra denata oraz jej ukochany. Co się wówczas stało? Przez prawie dwie dekady nie udało się tego ustalić, Gross jednak przeczuwa, że śmierć mężczyzny z lasu ma z tym jakiś związek, postanawia zatem drążyć temat. Im głębiej jednak szuka, tym więcej zaskakujących faktów i traumatycznych wspomnień rodzinnych zaczyna wypływać na wierzch, rzucając niekiedy inne światło na zebrany materiał dowodowy.

Zastanawiałem się nad tym ostatnio. Muszę przyznać, że fakt, że Bernard Gross stał się jednym z moich ulubionych bohaterów, jeśli chodzi o kryminały, to jedno. O wiele donioślejszy jest fakt, że Robert Małecki z każdą kolejną książką trafia coraz wyżej w moim osobistym rankingu „kryminalistów”. Seria z Markiem Benerem była świetna. Trzy tomy z Grossem (a zakładam, że na trylogii się nie skończy) już są kilka leveli wyżej i z każdym kolejnym tomem poprzeczka idzie w górę. Powiedziałbym nawet, że Robert Małecki to taki Armand Duplantis polskiej literatury kryminalnej, ale… brzmi dziwnie 😉
Co da czytelnikowi Zadra
„Zadra” dostarcza czytelnikowi czegoś więcej, niż rozwiązania zagadkowej śmierci mężczyzny z lasu. Mamy więcej niż jedno śledztwo. Wiele wątków, także pobocznych, daje nam całościowy obraz sytuacji. To pozwala nie tylko lepiej zrozumieć oś fabularną. Niejednokrotnie pomaga takze naprostować swoje (oraz bohaterów) mylne przekonania o tej czy innej osobie. Dokładając do tego życie osobiste komisarza Grossa i związane z nim trudności (choć to zdecydowanie nie najlepsze słowo) W efekcie jesteśmy w stanie wejść niemal całkowicie w buty, mundur i życie bohatera, co mnie osobiście zdarza się bardzo rzadko.
I jeśli z każdą kolejną książką Robert Małecki pisze coraz lepiej, to ja czekam na dwie rzeczy. W zasadzie kolejność może być dowolna. Po pierwsze: czekam na kolejny tom, który pochłonie mnie jeszcze bardziej. Po drugie: kiedy doczekamy się ekranizacji serii z Bernardem Grossem? Ta kilkutomowa historia wręcz domaga się przedstawienia także „nieczytatej” publiczności 😉
gorąco dziękujemy Wydawnictwu Czwarta Strona.
|
Autor książki: Robert Małecki |