Książka, z którą zarwałem noc, podobnie jak inni czytelnicy. 992 strony, które przeczytałem poniżej 5 godzin. Ta wciągająca historia porywa od pierwszych stron… ale po kolei.
Ana Tramel ma jedną, zasadniczą wadę: jest uzależniona. Od leków. Od alkoholu. Od seksu też. Jest też jednak upartą, zawziętą prawniczką, która potrafi walczyć do ostatniej kropli krwi. Zwłaszcza, jeśli w grę wchodzi jej rodzina, a konkretnie jej brat: Alejandro.
Nie mieli ze sobą od dawna kontaktu, tymczasem Ale zostaje oskarżony o zamordowanie szefa wielkiego kasyna, w którym nie tylko chętnie przesiadywał, ale i któremu winien był sporo pieniędzy. Wszystkie dowody świadczą o winie chłopaka, Ana jednak decyduje się pomóc bratu, tym samym wypowiadając wojnę potężnej hazardowej machinie, zatrudniającej najlepszych prawników w kraju.
Już na starcie zapowiada się na walkę Dawida z Goliatem, prawda? I właśnie tę historię, opakowaną w obszerny, wielowątkowy thriller prawniczy, serwuje czytelnikom Roberto Santiago. Wydawać by się mogło, że nihil novi, że „to już było”. Cóż, pewnie moglibyśmy tak powiedzieć o każdej powieści reprezentującej ten gatunek 😉 Tymczasem tytułowa Ana Tramel została wykreowana w rewelacyjny sposób, dzięki czemu nie sposób przerywać lekturę. Cały czas coś się dzieje, akcja posuwa fabułę do przodu, niekoniecznie przybliżając naszych bohaterów do zakończenia sprawy. Jak przystało na thriller prawniczy, nie brak tu zwrotów akcji, także tych spowodowanych prostym (by nie powiedzieć głupim) błędem przeciwnika.
Tu nie ma czasu na rozczulanie się, razem z Aną trzeba zakasywać rękawy, zatem… do roboty! Bierzcie i czytajcie, nie zrażając się liczbą stron. To historia, którą musicie poznać. Walka, której przebieg porwie Was bez reszty, a Wy nie wiadomo kiedy zatracicie się w lekturze. To idealna pozycja na jesienne wieczory, z hektolitrami gorącej herbaty lub kawy i ciepłym kocem. Gorąco polecam!!!
Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
gorąco dziękujemy Wydawnictwu Muza.
⏬⏬⏬⏬⏬

|
Autor książki: Roberto Santiago |
