Dwa poprzednie podejścia do kryminałów autorstwa Maj Sjöwall i Pera Wahlöö okazały się wspaniałą przygodą. Siadając do lektury trzeciego tomu miałem zatem podobne oczekiwania, co poprzednio. Co z tego wynikło?
Czerwiec 1967 roku. Jedna z mieszkanek Sztokholmu przygląda się dziwnemu mężczyźnie na balkonie w pobliskiej kamienicy. Wydaje się, że to kolejna wścibska osoba, stalkująca sąsiadów, więc jej zgłoszenie na policję do poważnie branych pod uwagę raczej nie należy i dość szybko zostaje zignorowane.
Policja ma co innego do roboty – od jakiegoś czasu w miejskich parkach zasadza się rabuś, dokonując rozboju na bezbronnych dzieciakach, kobietach i osobach starszych. Trudno go namierzyć i złapać, jakby doskonale wiedział, gdzie i kiedy czuwają stróże prawa, po czym wybierał zupełnie inne miejsce.
Niespodziewanie w jednym z parków zostają znalezione zwłoki niespełna dziewięcioletniej dziewczynki. Martin Beck oraz współpracujący z nim policjanci stają przed sprawą o wiele trudniejszą niż kradzieże torebek…
Lektura „Mężczyzny na balkonie” wprowadza czytelników w nieprzyjemny świat pełen niezrozumiałej brutalności, niejasnych motywów i zaskakujących zbrodni. Co jednak przede wszystkim uderza czytelnika, to… ponadczasowość tej powieści. Fabularnie mamy rok 1967, czyli – jak by nie policzyć – żyjemy obecnie ponad pół wieku później, a historia opisana w książce mogłaby wydarzyć się równie dobrze dziś czy jutro. Robi to wrażenie, ale też równocześnie sprawia, że nic nie stoi na przeszkodzie w odbiorze tej wiekowej już powieści.
Po raz trzeci pozytywnie oceniam zatem spotkanie z Martinem Beckiem i już zacieram ręce na lekturę kolejnych siedmiu tomów, czego i Wam życzę 😉
|
Autor książki: Maj Sjöwall, Per Wahlöö |
