Wyobraźcie sobie statek. Następnie zastanówcie się: jak wyglądałby, gdyby jego długość wynosiła aż 100 metrów? Albo jeszcze lepiej – jak może wyglądać na oceanie olbrzymia flota takich statków? Biorąc pod uwagę liczbę pasażerów, wyszłoby Wam zapewne pływające San Marino ;). Ot, państwo na wodzie. Flota.
Dokładnie taką wizję roztacza przed czytelnikami Andrzej Tucholski – bloger, twórca JestKultura.pl – w swojej debiutanckiej książce. „Admiralette” to lekka, fantastyczno-przygodowa opowieść o Admirale Arnehu, jego córce Sephirze i innych obywatelach Floty. Na „Księgę pierwszą” składają się trzy historie – każda z nich dotyczy innego wydarzenia z życia mieszkańców statków, każda też uwypukla inną cechę tej multikulturowej nacji, pływającej po oceanach.
Widziałem już w internecie różne opinie na temat tej książki – jedni autora chwalą, inni ganią za drobne błędy. Cóż – książka jest lekka, czyta się ją szybko i przyjemnie, a nawet jeśli po drodze trafia się jakiś złośliwy chochlik drukarski, to nijak nie odbiera on frajdy z wędrowanie na pokładzie statków Floty. Pod warunkiem, że do wyprawy podejdzie się, jak na wilka morskiego przystało – wyluzowanym (niekoniecznie po butelce rumu), oczekując po prostu przygody (a nie skrzyń ze skarbami i nie-wiadomo-jakich-jeszcze-cudów). Do lektury w deszczowe, nieco depresyjne jesienne popołudnie jak znalazł 🙂
|
Autor książki: Andrzej Tucholski |