O tej książce słyszałam bardzo wiele, zanim trzymałam ją w ręce. Kwintesencja fantastyki, w dodatku polski autor. Cóż, osobiście nie byłam przekonana. Jaka jest jednak moja opinia po lekturze pierwszego tomu „Pana Lodowego Ogrodu”?
Vuko Drakkainen wyrusza na misję w poszukiwaniu zaginionych osób, wysłanych na ekspansję planety Midgaard. Jego zadaniem jest znalezienie zaginionych, nie ingerując w kulturę i dobytek zamieszkujących planetę osób. Nie wie jednak, ze trafił na zły moment, kiedy to ludy na planecie zmagają się z Mgłą, a w powietrzu czuć atmosferę wojny. Czy Vuko znajdzie zaginionych? Jakie przygody czekają go na tej planecie? Przekonajcie się sami.
Książka składa się z dwóch części (przynajmniej ja ją tak podzieliłam). Znajdziemy w niej fragmenty dotyczące zarówno teraźniejszości, jak i fragmenty mówiące o przeszłości bohatera, które mnie osobiście najbardziej porywały. Chwilami historia baaardzo mnie nudziła, ale kiedy bohater wracał myślami do swego dzieciństwa, czy też tego, co działo się na Ziemi, z zaciekawieniem wczytywałam się w każda stronę. Historię poznajemy zarówno z ust samego Vuko, jak i z narracji trzecioosobowej. Te przejścia są bardzo ciekawe, bo zapobiegają monotonii historii, która jest nam przedstawiana. Poza tym fabuła dość falowała – raz była bardzo wciągająca, a raz nudna jak flaki z olejem, jednak zakończenie tak mną wstrząsnęło, że nie spocznę, póki nie przeczytam kolejnego tomu 😉
Polecam wszystkim fanom fantastyki. Jak na polskiego autora jest to – według mnie – wysoki poziom 😉
|
Autor książki: Jarosław Grzędowicz |
