Daaawno temu, kiedy chodziłem do gimnazjum, interesowałem się lotami w kosmos. Spirit i Opportunity leciały na Marsa, a ja tworzyłem stronę WWW o historii podboju kosmosu, nie tylko w wydaniu NASA za wielką wodą, ale też naszych sąsiadów Rosjan. Dlaczego o tym piszę, skoro mialem recenzować książkę?
Antonio Muñoz Molina w swoim „Wietrze księżyca” zabiera nas do wyimaginowanego hiszpańskiego miasta Mágina, będącego tłem wielu jego powieści. Jest lipiec 1969 roku, a my patrzymy na świat okiem trzynastoipółletniego chłopca. Jego rodzina należy do biedniejszych w okolicy, on sam trafił do dobrej szkoły tylko i wyłącznie dzieki stypendium socjalnemu.
Chłopiec dojrzewa, zaczyna wchodzić w bardziej młodzieżowe niż dziecięce życie, jednak to nie kobiety (no, dobra, nie tylko kobiety) stanowią dla niego najważniejsza atrakcję tego okresu. Jego oczy skierowane są po części w niebo, a po części w telewizor i wycinki z gazet – oto nadchodzi wiekopomna chwila. Załoga Apollo XII wyruszyła w kierunku księżyca, a jej celem jest postawienie na nim stopy i dokonanie tym samym rzeczy niemożliwej.
Molina w książce ukazuje nam świat nie tylko oczami dziecka, co samo w sobie bywa nieraz zabawne lub pouczające. Dodatkowo nakłada nam na oczy nie różowe, ale księżycowe okulary. Lot Armstronga, Aldrina i Collinsa stanowi niejako klamrę, spina i łączy ze sobą wszystkie wydarzenia w miejscowości. „Wiatr księżyca” doskonale tym samym ukazuje, że podczas, gdy gdzies w kosmosie tworzy się Historia (dokładnie tak, przez duże „h”), równocześnie nie mniej istotne dla lokalnej społeczności wydarzenia mają miejsce gdzieś na ziemi. Dobra, solidna lektura, dająca do myślenia – a przy okazji dostarczająca wielu informacji na temat kosmosu i jego podboju.

|
Autor książki: Antonio Muñoz Molina |
