Wspominałem już kiedyś, że milym uczuciem jest dowiadywać się o książkach z innych książek. O Ann Rule usłyszałem w „Księżniczce z lodu” Camilli Läckberg i był to pierwszy raz, kiedy napotkałem to nazwisko. Gdy zatem buszowałem po poznańskim oddziale księgarni Tak Czytam i mój wzrok padł na ksiązkę tej autorki, po prostu musiałem ją przeczytać.
Trudno „Cichą śmierć” jakoś konkretnie zrecenzować. Nie dlatego, że słów brakuje – ogranicza je po prostu sam gatunek: true crime – prawdziwa zbrodnia. Ann Rule wprowadza czytelnika w historię kobiety, która popełniła samobójstwo lub została zamordowana – zależy kogo pytać o zdanie, tak wiele istnieje w tej kwestii wątpliwości.
Autorka najpierw dość ogólnie nakreśla samą sprawę i jej okoliczności, by następnie z chirurgiczną (czy raczej iście detektywistyczną) precyzją razem z czytelnikami uczestniczyć w działaniacj organów ścigania oraz rodziny Rondy Reynolds, próbując rozwikłać tę zagadkę.
Czy Ronda popełniła samobójstwo, strzelając do siebie? Czy to moze ktoś dokonał na niej egzekucji – a jeśli tak, to kto? Co robić, gdy dowody (lub ich brak) nie współgrają z wersją świadków? Jak było naprawdę? Te pytania, ale i wiele innych, pojawiają się od 16 grudnia 1998 roku i jeszcze kilka lat temu trudno było wskazać jednoznaczne odpowiedzi…
Książka Ann Rule trzyma w napięciu, ale i stanowi małe kompendium wiedzu na temat amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości i jego (nie)funkcjonowania. Fani kryminałów powinni wyciągnąć z niej lekcję, jak zawile może wyglądać sprawa, jeśli ktokolwiek na jakimkolwiek etapie dopuści się jakichś zaniechań. I jeszcze jedno – jeśli nudzi Was wstęp tej książki, opisujący lokalizację i uroki miejsca akcji, pomińcie go. Nic nie stracicie, a nie wyrobicie sobie kiepskiego zdania – po tym przynudnawym opisie naprawdę zaczyna się robić coraz goręcej…

|
Autor książki: Ann Rule |