Stało się, że najpierw przeczytaliśmy w domu „Kometę nad Doliną Muminków„, a następnie zachodziliśmy w głowę: no okej, ale… Skąd się wziął Ryjek? A wystarczyło sięgnąć po książki we właściwej kolejności – choć i z tym jest mały problem, bo np. na okładce trzymanego przeze mnie egzemplarza jest ona błędna…
Zaatakowałem zatem ponownie bibliotekę, doszperałem się cieniutkiej książeczki „Małe trolle i duża powódź” i zagadka rozwiązała się sama. Tym razem trzonem opowieści jest samotna podróż Muminka i jego Mamy w poszukiwanu słońca i miejsca, gdzie mogliby na stałe zamieszkać. Spytacie: a co z Tatą Muminka? Cóż, odpowiem dyplomatycznie – ma tak jakby kilka spraw na głowie.
Nieoczekiwanie zbliża się olbrzymi sztorm, który dla małych zwierzątek stanowi ogromne zagrożenie powodziowe. Czy jednak oznacza on koniec wędrówki? Czy może początek niesamowitej przygody? Czy rzeczywiście, jak mawiają, każdy kij ma dwa końce, a każdy medal – dwie strony?
Jestem pod wrażeniem tego, że Tove Jansson nie tylko wymyśliła i opisała świat Muminków, ale po pierwsze (jak wynika z Jej wstępu do opowiadania) – uczyniła to w czasach II wojny światowej, a po drugie – nie uwierzycie – sama ilustrowała książki. Jedna jedyna kobieta mimo trudnych czasów stworzyła Muminki i ich przyjaciół w pełni takimi, jakimi je znamy. I już wiem, że – choćby nie wiadomo, co się działo – po prostu MUSZĘ przeczytać wszystkie tomy.
Ba, zachodzę w głowę, czemu nie uczyniłem tego wcześniej. I wiem już, że z pewnością podsunę je pewnego dnia naszej Zosi 😉
|
Autor książki: Tove Jansson |